ILE NAS KOSZTUJE KOŚCIÓŁ?

Nikt nie zna precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Pozostają szacunki. Tym bardziej oburzył mnie artykuł z 21 października 2011 na portalu Money.pl ”Policzyliśmy ile zarabia Kościół” mający pretensje do kompletności. Autor Andrzej Zwoliński podliczył i podał we wprowadzającym w błąd tytule – 3 mld zł. rocznie, w tym 1,22 mld z tacy ! Niemal grosze. Nie tylko kościół ale kolejne rządy, samorządy, a nawet spółki z udziałem skarbu państwa świadczące różne daniny i usługi na rzecz kościoła nie są zainteresowane w ujawnianiu kosztów ponoszonych w rezultacie przez podatników.

Drobny przykład: jak wyliczyć koszt elektryczności zużytej przez niektóre budynki kościelne, skoro nie mają one liczników, są podłączone do sieci oświetlenia ulic i są opłacane przez samorządy z naszych podatków ? Podobnie jest z ogrzewaniem czy innymi usługami „utopionymi” w budżetach samorządu terytorialnego, albo świadczonymi po preferencyjnych stawkach.

Licząc osoby duchowne w Polsce Andrzej Zwoliński nie uwzględnił 23 tys. zakonnic, razem to ok. 52 tys. osób i ok. 2000 misjonarzy za granicą również na utrzymaniu polskiego podatnika. Co do liczebności wiernych – GUS zrobił wszystko, żeby w czasie ostatniego spisu ludności nie zdobyć danych zbliżonych do rzeczywistości. Zapytano o wyznanie tylko niewielki procent obywateli. Ogromna liczba wiernych jest oparta na liczbie ochrzczonych niemowląt. Tymczasem według tej zawyżonej liczby katolików rząd przekazuje kościołowi „na utrzymanie” co roku kilkaset milionów z PIT nawet bez informowania o tym podatników. Zgodnie z pismem Min.Finansów z dnia 10.11.2006 znak FB5/LT-0353/DD3/640/06 w budżecie państwa na rok 2006 planowano przekazać wszystkim kościołom 1,04 % kwoty PIT. Gdyby przyjąć ten sam procent, to w tym roku kwota przeznaczona dla kościoła wyniesie mininum 300 mln zł.

Nie ma to nic wspólnego z 1% podatku PIT dobrowolnie przeznaczanego przez podatników na organizacje pożytku publicznego, z którego organizacje kościelne również otrzymały ok. 300 mln za 2010 rok.

Uzyskanie oficjalnie kwot wydawanych na kościół, biorąc pod uwagę różnorodność dysponentów funduszy jest prawie niemożliwe, co przyznaje Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na interpelację nr 11150 posła S.Kopycińskiego z 25 sierpnia 2009.

W budżecie państwa tylko cztery pozycje – wartościowo relatywnie niewielkie – figurują jako kościelne:

  1. w części 24 – w gestii Min.Kultury dotacje na remonty zabytków kościelnych
  2. w części 29 – w gestii MON – ordynariaty katolicki, prawosławny i ewangelicki
  3. w części 38 – w gestii Min. Nauki i Szkolnictwa Wyższego – finansowanie pięciu uczelni katolickich
  4. w części 43 – w gestii MSWiA – Fundusz Kościelny – kwota poniżej 100 mln zł.

Część wydatków na kościół rzymsko-katolicki ukryta jest w wydatkach różnych resortów, a lwia część w wydatkach samorządu terytorialnego. Wydaje się, że nie ma resortu, który nie ponosiłby wydatków na kościół w jakiejkolwiek formie. Min.Zdrowia finansuje tysiące kapelanów i setki kaplic w szpitalach. Min. Nauki i Szkolnictwa Wyższego finansuje wydziały teologiczne na świeckich uczelniach państwowych a nawet duchownych zatrudnionych na wydziałach jak najbardziej świeckich ( np. Akademia Podlaska w Siedlcach), itd. itd. MSWiA finansuje kapelanów służb mundurowych, kaplice policyjne itd. MON poza kapelanami finansuje parafie garnizonowe nawet takie, w których już dawno nie ma żołnierzy.

Bardzo zachęcam do przeczytania publikacji Seweryna Mosza – KASA PANA BOGA – Wydawnictwo Lux Katowice 2010 . Oto fragment noty wydawcy:

Jedną złotówkę dziennie od każdego z Polaków, od niemowlęcia do najstarszego, dostaje Kościół katolicki bezpośrednio ze środków publicznych, ulg i przywilejów oraz bezpośrednich datków i opłat wiernych. Przekazujemy naszym Czytelnikom książkę szczególną – raport ze śledztwa w sprawie majątku Kościoła katolickiego w Polsce. Jest to jedyny taki raport, jaki w tej bulwersującej sprawie opracowany został nie tylko w ostatnim czasie w związku z toczącą się dyskusją wokół Komisji Majątkowej, ale i kiedykolwiek w przeszłości w naszym kraju. …. Dobitnie wykażemy w nim, że dane, którymi epatowano opinię publiczną i które tak ją bulwersowały, to tylko wierzchołek góry lodowej. Udowodnimy, że instytucje państwa polskiego w ogóle nie panują nad sytuacją, a w majestacie prawa odbywa się niekontrolowany proces rozdawnictwa, w którym nie liczą się fakty, a spryt i zuchwałość nie tylko wielu instytucji kościelnych, ale przede wszystkim sporej grupy osób, które zwietrzyły znakomitą okazję łatwego dorobienia się na oddawanym Kościołowi majątku.”

Ta jedna złotówka dziennie to ok. 14 mld zł rocznie, a nie 3 mld jak pisze Andrzej Zwoliński. Na jedną „duchowną” głowę to ponad 250.000 zł rocznie. Jest oczywiste, że taka góra pieniędzy nie pozostaje w całości w kraju, ale jest transferowana do Watykanu.

Na tę kwotę składają się wszelkie zwolnienia z podatków, danin, opłat licencyjnych np. telewizyjnych łamiących w dodatku unijną zasadę wolnej konkurencji, nieopodatkowane darowizny na rzecz kościoła o nieograniczonej wysokości (w przeciwieństwie do limitowanych darowizn na rzecz instytucji świeckich) – prawdopodobnie w części to ukrywany dochód darczyńców. Następnie wliczamy takie pozycje jak nauka religii w szkołach i przedszkolach ok.1,5 mld ; biznes cmentarny, chrzty, śluby i pierwsze komunie, bierzmowanie, zbiórki pieniężne na najróżniejsze cele, bezpłatna praca parafian, pokropki, taca, kolęda, intencje mszalne, unijne dopłaty rolne, dotacje unijne… i wiele innych.

A propos funduszy unijnych, to mam przed sobą listę ponad 3000 aplikacji o granty z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich FIO na rok 2011. Największa grupa aplikacji to instytucje kościelne i parakościelne z Caritasami na czele. Swego czasu prof. Balcerowicz w NBP kształcił księży – na koszt podatnika – w zdobywaniu funduszy unijnych. Wiadomo, że fundusze te nie są z gumy i jak dostanie je kościół to nie świeccy.

Co do działalności charytatywnej kościoła, to zarówno Caritas, domy opieki czy sierocińce prowadzone przez zakony czy inne instytucje kościelne są finansowane z naszych podatków. Przy tym tak się składa, że utrzymanie jednego dziecka kosztuje w nich do 6500 zł miesięcznie podczas gdy w sierocińcach świeckich średnio 2500zł.

Do tych 14 mld zł rocznie trzeba doliczyć NIERUCHOMOŚCI przejęte w wyniku działalności Komisji Majatkowej oraz nieruchomości przekazywane przez samorządy za darmo lub prawie za darmo, najczęściej remontowane przedtem również na koszt podatnika. Nieruchomości – głównie gruntowe – przyznane często bezprawnie bywają natychmiast sprzedane po cenach rynkowych z ogromnym zyskiem albo przynoszą dochody z najmu. Wg raportu Seweryna Mosza i jego ekipy kościelny majątek nieruchomy można oszacować na minimum 200 mld zł.

Przywracanie potęgi majątkowej kościoła watykańskiego zaczęło się w epoce „komuny”, która tak prześladowała kościoł. Już Edward Gierek przekazał mu w posiadanie położone głównie na Ziemiach Odzyskanych najpierw 4.800 świątyń, 1.500 innych budynków oraz 900 ha gruntów rolnych, a następnie 662 obiekty różne w tym cmentarze. Już w roku 1970 Kościół zarządzał 6.531 cmentarzami tzn ¾ całej liczby cmentarzy w Polsce.

Po transformacji największym skandalem jest niewątpliwie Komisja Majątkowa, która miała działać 6 miesięcy a działała 21 lat. Niektórzy nazywają tę działalność czwartym rozbiorem Polski. Nie przerwało tego procederu nawet orzeczenie Trybunału w Strasburgu z dnia 21 września 2004 w sprawie skargi nr 42049/98 – Związek Nauczycielstwa Polskiego przeciwko Polsce. Orzeczenie stwierdza naruszenie art.6 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności przez art. 60-70a Ustawy z dnia 17 maja 1989 o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w RP – w szczególności narusza ona prawo do sądu. Jest oczywiste, że działalność Komisji Majątkowej jest niezgodna także z Konstytucją RP co najmniej w zakresie równości wszystkich obywateli wobec prawa – art. 32 pkt 1 i w zakresie prawa do sądu – art. 45 pkt 1. Wynika z tego, że cała działalność tej komisji powinna być uznana za bezprawie a jej decyzje w całości anulowane. Poszkodowane gminy powinny wystąpić do Kościoła o ich zwrot lub równowartość w gotówce z powodu niesłusznego wzbogacenia się kosztem tych gmin a właściwie obywateli.

Przekazany posłowi Sławomirowi Kopycińskiemu przez Komisję Wykaz załatwionych wniosków został nagłośniony przez media, które miały prawo sądzić, że ten wykaz 3063 wniosków jest kompletny. W podliczeniu umieszczono wartość tego majątku w wys. ok. 24 mld zł. Tymczasem ten wykaz to mistyfikacja. Nie ma w nim nawet wniosków, które stały się przedmiotem doniesień do prokuratury jak np. słynne 47 ha warszawskiej Białołęki, w którym różnica wyceny kościelnej – 30 mln była wg eksperta powołanego przez Urząd m.st.Warszawy 8-krotnie zaniżona i pozbawiła nową wielką dzielnicę mieszkaniową terenu przeznaczonego na infrastrukturę szkolną, sportową i handlową. Takich przypadków jest wiele m.in. sprawa Świerklańca, gdzie wycena gruntu w rekompensacie była zaniżona 15 –krotnie czy skandaliczna sprawa Wieprza. Prawdopodobnie brak w wykazie kilkuset nieruchomości przyznanych kościołowi w latach 2006-2010. Najbardziej bulwersujących w zestawieniu nie ma. Według wykazu w ciągu tych 5 lat Komisja załatwiała średnio tylko jeden wniosek miesięcznie co jest nieprawdopodobne – wobec załatwiania w pozostałych latach ok. 200 decyzji rocznie. Ponieważ strona rządowa nie weryfikowała wyceny przedstawianej przez stronę kościelną, można bez większego błędu przyjąć, że wartość lwiej części majątku przekazanego jako rekompensata za inne nieruchomości została wartościowo średnio 10-krotnie zaniżona. Logicznie należałoby więc przyjąć wartość ogólną zestawienia nie 24 mld zł ale wielokrotnie wyższą.

Dlatego też bez zdziwienia stwierdziłam, że Wykaz nieruchomości przekazanych przez Komisję Majątkową zawiera 41 nieruchomości w całej Warszawie podczas gdy będący w moim posiadaniu urzędowy Wykaz wniosków reprywatyzacyjnych (tylko) Śródmieścia Warszawy zawiera 45 nieruchomości przekazanych Kościołowi katolickiemu położonych na najdroższych ulicach w Polsce ciągle w ramach decyzji Komisji Majątkowej. Większość tych budynków o historycznej wartości była ruiną po wojnie i została odbudowana ogromnym wysiłkiem całego społeczeństwa. Jedną ze spornych decyzji jest też np. nowy biurowiec wciśnięty w róg Jasnej i Świętokrzyskiej wynajmowany za ok.100.000 zł miesięcznie. Urząd m.st. Warszawy twierdzi, że teren oddano kościołowi bezprawnie.

Jeżeli do tego dodamy trudny do oszacowania ogromny majątek nieruchomy oddany Kościołowi katolickiemu tylko na wniosek miejscowego kleru przez samorząd terytorialny 2500 polskich gmin – niektóre z nich przekazały wiele nieruchomości – to przybliżona kwota 20 mld rocznie jako ogólny koszt utrzymania kościoła nie wydaje się wartością zawyżoną.

Moglibyśmy przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie to, że mamy prawie 10 mln mieszkańców żyjących poniżej minimum socjalnego ustalonego w Polsce bardzo nisko i niewaloryzowanego od 6 lat (w tym ok. 2,8 mln ludzi na granicy minimum egzystencji). Niedawno telewizja pokazała wstrząsający film dokumentalny „Trzynastka” o polskiej wiejskiej kobiecie mającej trzynaścioro dzieci, Głównym pożywieniem tej 14 – osobowej rodziny jest 30 bochenków chleba kupowane co 2 dni, nieraz na „zeszytowy” kredyt. Chleb popija się wodą z wiadra.

Pewnie nie ma gminy, która nie miałaby kolejki oczekujących latami na mieszkanie komunalne obdarowującej jednocześnie kościół, który domaga się kolejnych nieruchomości zwykle na tzw cele charytatywne. Budownictwo komunalne w wielu gminach praktycznie nie istnieje. Zaczęto tworzyć dla eksmitowanych biedaków osiedla kontenerów, których ogrzanie zimą (wyłącznie elektryczne) jest praktycznie niemożliwe. Stąd używanie zabronionego w nich gazu i już pierwsze pożary likwidujące rzędy ontenerów.

Nasz dług publiczny, który właśnie przekroczył 818 mld złotych, byłby znacznie niższy gdyby nie akumulacja poważnej części majątku narodowego przez Kościół.

Premier Tusk zapowiedział zmniejszenie Funduszu Kościelnego - z powodukryzysu – w zakresie składek ZUS księży. Tymczasem Fundusz Kościelny wzrósł w budżecie roku 2012, przekroczył 95 mln zł. a składki ZUS wzrosły do 97% ogólnej jego kwoty. Fundusz Kościelny powinien być zlikwidowany co najmniej 15 lat temu bo dawno zniknęła przyczyna jego powstania. Fundusz działa na podstawie Ustawy z 20 marca 1950 r. Miał m.in. pokrywać ubezpieczenie chorobowe i emerytalne części duchownych w związku z przejęciem przez Państwo części majątku kościelnego po II wojnie światowej. Tymczasem majątek ten został już wielokrotnie zwrócony zarówno przez Edwarda Gierka, darowizny samorządów jak i decyzje Komisji Majątkowej, która przekazywała kościołowi katolickiemu majątki odebrane mu nawet w średniowieczu.

Kościół katolicki w Polsce jest potęgą gospodaczą, ma ogromne dochody z przejętego majątku narodowego, należałobywięc całkowicie zlikwidować finansowanie kościoła katolickiego z budżetu państwa i samorządów z równoczesnym zakazem przekazywania Kościołowi wszelkich nieruchomości. Darowizny pieniężne powinny być limitowane i opodatkowane jak dla instytucji świeckich.

Premier Donald Tusk zlecił zbadanie działalności Komisji Majątkowej. Wynik mnie nie zaskoczył choć jest oczywiście przerażający (artykuł „Kościołowi ile się da” GW z 17 lutego 2012) i potwierdza to co napisałam wyżej. Wydaje się, że rząd powinien zlecić wszystkim gminom sporządzenie spisu wszystkich nieruchomości , które są lub były (bo zostały sprzedane) własnością kościołów i instytucji parakościelnych po roku 1989 z podaniem ich wartości, z podziałem na wyznania. Oddzielnie powinny być spisane nieruchomości wynajmowane na wiele lat zwykle za symboliczną opłatą albo bezpłatnie użyczane na wiele lat lub bezterminowo Kościołowi. Jestem w posiadaniu umowy bezterminowego użyczenia gruntu gminy z przeznaczeniem na powiększenie istniejącego, zresztą nielegalnego, cmentarza nawet ze zwyczajową klauzulą zwrotu przedmiotu użyczenia w niepogorszonym stanie !!! Umowa została podpisana ok. 10 lat temu. Polacy powinni wiedzieć jaka część polskiego majątku narodowego stała się własnością albo jest we władaniu poszczególnych kościołów i związków wyznaniowych.

Majątek Kościoła to temat rzeka. Parę osób pokusiło się o przebadanie niektórych fragmentów zagadnienia. Mogę polecić artykuł z 2002 roku Jarosława Rudzkiego MIELIŚMY KRAKÓW obrazujący grabież dokonaną przez Komisję Majątkową na zabytkowym i nie tylko zabytkowym Krakowie. Wartość tego majątku jest niewyobrażalna. No bo jak wycenić Wawel ?

Teresa Jakubowska; luty 2011

NIE TYLKO ACTA CZYLI AROGANCJA WŁADZY

Miłada Jędrysik w artykule pt. „Zapętleni” sprzed roku (GW z 20.11.2010) postawiła pytanie : Jak to się stało, że program zmiany i modernizacji państwa został wyłączony spod publicznej debaty i kontroli ? A przecież to w poprzednim reżimie oburzała nas do żywego arogancja władzy, która zawsze wiedziała lepiej.

ACTA i tysięce młodych ludzi na ulicach uświadomiło Polakom, że ten typ sprawowania władzy stał się standardem. Nawet w sprawach fundamentalnych nie słucha się różnych opinii, o debacie publicznej nie mówiąc. Oto przykłady:

  • GMO – genetycznie modyfikowane nasiona roślin rolniczych patentowane przez koncerny ponadnarodowe. Zgodnie z projektem ustawa eliminuje odmiany regionalne i tradycyjną żywność

  • elektrownie atomowe, z których pewnie żadna nie zacznie funkcjonować w Polsce z braku pieniędzy. Ale to wcale nie znaczy, że nie wyrzucimy na budowę gigantycznych pieniędzy. Zarobi tylko jakaś francuska AREVA. Na razie rząd przeforsował ustawę tuż przed wyborami.

  • gaz albo ropa z łupków. Z powodu skandalicznego przydziału licencji na wiercenia po cenach najniższych na świecie aresztowano dotąd siedem osób. Bułgaria właśnie zabroniła odwiertów metodą szczelinowania hydraulicznego i cofnęła licencje z powodu dewastacji środowiska i zatrucia wód gruntowych nawet w USA. Trudno przypuszczać, że np. amerykański CHEVRON dbałby bardziej o środowisko w Bułgarii czy w Polsce niż w USA. Zobaczcie koniecznie amerykański film dokumentalny „Gasland” (DVD).

  • kopalnie węgla brunatnego pozostawiające po sobie setki hektarów księżycowego krajobrazu

  • ACTA w kontekście nie tylko internetu, ale leków generycznych, części samochodowych i wielu innych aspektów naszego życia.. w tym także GMO. Na szczęście Premier Tusk przyznał się do błędu w tej kwestii.

Widać gołym okiem, że podłożem większości tych problemów jest nacisk korupcyjny ze strony wielkich korporacji ponadnarodowych, głównie amerykańskich z ewidentną szkodą obywateli zupełnie nieświadomych zagrożeń.

Teraz mamy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii, z którego wynika, że właściwie to nic nie da się zrobić bez światowych koncernów, bo w Polsce nie ma ani słońca ani wiatru, ani źródeł termalnych. W ogóle odnawialne źródła energii są za drogie i mają fatalną wadę: są rozproszone, demokratyczne, nie wymagają gigantycznych kapitałów, patentów a więc koncerny nie są do tego potrzebne. O dziwo, energia jądrowa z monstrualnie drogich elektrowni atomowych jest tania !

Jednocześnie nie widać działalności państwa stymulującej oszczędzanie energii. Np. jak Polska długa i szeroka ociepla się budynki. Nie wymusza się usuwania grzejników z korytarzy, zakładania liczników ciepła itd. Budynki są przegrzane co sygnalizują cudzoziemcy z krajów cieplejszych od Polski.

Przykładem arogancji władzy jest też dotycząca prywatyzacji „wrzutka” do ustawy o dostępie do informacji, oczywiście ograniczająca ten dostęp. Przegłosowano ustawę błyskawicznie tuż przed wyborami 2011 roku. Z tej ustawy już skorzystała Prezydent Warszawy H. Gronkiewicz-Waltz prywatyzując SPEC Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej – mimo wielomiesięcznych burzliwych protestów mieszkańców Warszawy. To największe w Europie przedsiębiorstwo komunalne ogrzewające 80% Warszawy sprzedano za kwotę 1,4 mld zł – zbliżoną do rocznych przychodów firmy. Ogromną instalację 1700 km sieci i budynki oddano więc za darmo. Odmówiono informacji o treści kontraktu przed podpisaniem nawet radnym Rady Warszawy !!!

Ustawy kontrowersyjne przepycha się szybko, najlepiej przed wakacjami. Zgodnie z dyscypliną partyjną posłowie dostają polecenie jak mają głosować. Kto się wyłamuje – płaci kary (tak !). Z tego jasno wynika, że wystarczy przekupić parę osób. Nieduże pieniądze wystarczą też żeby, zgodnie z nowym prawem geologicznym, koncerny amerykańskie mogły wywłaszczyć Polaków niemal na połowie terytorium Polski (gaz z łupków). Lwia część posłów  nie ma pojęcia na co głosuje i jakie są konsekwencje. Zresztą nie można mieć do nich pretensji skoro roczny Dziennik Ustaw liczy ok. 25.000 stron. Kto jest w stanie przeczytać projekty i jeszcze je zrozumieć ? Jest oczywiste, że stanowienie prawa w Polsce wymaga gruntownej zmiany. Jakiej – to temat na oddzielny artykuł.

Szkodzi państwu i demoralizuje obywateli – arogancja władzy polegająca na lekceważeniu pieniędzy podatnika. Nieuzasadnione zawrotne pensje i premie zarządów w spółkach publicznych opłacanych z podatków budzą słuszne oburzenie. Można sobie łatwo wyobrazić co sądzą miliony pracowników zarabiających miesięcznie ok. 2000 zł netto o premii 570.000 zł prezesa Kaplera (nie wiadomo za co), na którą oni mają się złożyć. Każdy z nich musiałby pracować 20 lat na tę premię, o bardzo wysokiej pensji nie wspominając. Efekt ? Jeszcze szybsza ucieczka w szarą strefę. Bo jaki jest sens płacić podatki w takim państwie ?

Teresa Jakubowska; luty 2012

TYSIĄCE LEKCJI ETYKI?

Denerwuje mnie problem lekcji etyki, której niektórzy antyklerykałowie domagają się głośno, godząc się na narzucone nam przez katolików traktowanie etyki jako alternatywy religii. Jednym słowem mielibyśmy się godzić z tezą, że człowiek bez religii jest pozbawiony busoli, która umożliwiłaby mu moralne, etyczne postępowanie w życiu. Nie zgadzam się z tak obraźliwym traktowaniem niekatolików, tym bardziej, że społeczeństwa laickie wykazują statystycznie nieporównanie niższą przestępczość niż społeczeństwa katolickie. Najbardziej jaskrawy przykład to porównanie przestępczości w Polsce i w Czechach, żeby daleko nie szukać.

Tymczasem następuje coraz większe zawłaszczanie = marnowanie czasu dzieci i młodzieży przez lekcje religii i zajęcia kościelne. Dochodzi do 7 godzin tygodniowo, a więc do 3000 godzin w czasie całej edukacji. Tendencja jest ciągle rosnąca. To tak jakbyśmy posłali nasze dziecko na ponad 3 lata do seminarium duchownego. Domaganie się w tej sytuacji etyki zamiast lekcji religii staje się bezsensowne. Oczywiście katechizacja odbywa się kosztem wykształcenia ogólnego, kosztem przygotowania naszej młodzieży do coraz trudniejszej sytuacji na rynku pracy. Uważam, że rodzice powinni domagać się nie etyki ale większego zakresu języków obcych, podstaw prawa i ekonomii, higieny i funkcjonowania organizmu człowieka, edukacji seksualnej, zasad żywienia, podstaw psychologii i innych ważnych dla każdego człowieka wiadomości ważnych dla prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie.

Jeżeli już mielibyśmy się domagać etyki, to obowiązkowej dla wszystkich, a może przede wszystkim dla tych, którzy chodzą na lekcje religii bo przecież na tych lekcjach dzieci uczą się przede wszystkim zakłamania.

Trzeba też pamiętać, że kościół katolicki przygotowuje księży do nauczania etyki. Księża już prowadzą lekcje etyki w niektórych szkołach. Jedna z matek powiedziała mi, że ksiądz Tischner jest głównym tematem na lekcjach etyki jej dziecka prowadzonych przez osobę świecką. Będzie więc jeszcze więcej lekcji religii, tyle, że będą się nazywały lekcjami etyki. Zwłaszcza nauczanie początkowe świetnie się do tego nadaje.

Uważam, że powinniśmy domagać się przede wszystkim świadectw bez religii. Świadectwo szkoły publicznej zawierające stopień z religii narusza konstytucyjną zasadę autonomii i niezależności państwa i kościołów. Także orzeczenie Trybunału w Strasburgu w sprawie Grzelak v. Polska stwierdza, że świadectwo szkolne z kreską w pozycji religia/etyka narusza Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Partia RACJA przypomniała o tym Ministerstwu Edukacji. Ale ministerstwo udaje, że orzeczenie go nie dotyczy a Konstytucja RP go nie obowiązuje. Utwierdziły w tym ministerstwo orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Od dawna twierdzę, że dla tego upartyjnionego gremium Konstytucja RP odgrywa funkcję głównie dekoracyjną.

MARZĘ O WOLNEJ POLSCE

Rozmowa z Moniką KARBOWSKĄ , członkinią partii RACJA, działaczką społeczną i feministyczną, kandydatką do sejmu z warszawskiej listy Ruchu Palikota (miejsce 18)

Teresa Jakubowska : kiedy poznałyśmy się 6 lat temu , uderzyła mnie przede wszystkim Twoja dojrzałość polityczna. Miałaś za sobą studia we Francji, gorycze emigracji. Ciągle dużo przebywasz we Francji ale i często bywasz w Polsce i doskonale orientujesz się w polskich problemach …

Monika Karbowska rzeczywiście tak. Obserwuję utratę praw przez polskie kobiety. To boli mnie tym bardziej, że młode pokolenie kobiet nie zna poprzedniej epoki i przyjmuje obecny stan za naturalny. To mnie przeraża. Nawet nie zdają sobie sprawy, że zawdzięczają ten stan wyłącznie kościołowi. Przeraża mnie też indoktrynacja katolicka w szkołach publicznych nie tylko na lekcjach religii, tym bardziej szkodliwa, że poziom umysłowy kleru pozostawia, oględnie mówiąc, wiele do życzenia.

Władza kościoła w Polsce jest niewątpliwa. Dlatego marzę o wolnej Polsce, wolnej od władzy Watykanu. Ostatnie opracowanie Czesława Janika i Pawła Boreckiego – zbiór dokumentów z działalności Komisji Wspólnej Rządu RP i Episkopatu – jest tego zniewolenia namacalnym dowodem. Z tego opracowania wynika, że właściwie całe polskie ustawodawstwo podlega kontroli kościoła watykańskiego.

Trzeba też pamiętać o wielkim udziale kościoła w powiększaniu polskiego długu publicznego poprzez przejęcie i dalsze przejmowanie ogromnej części majątku narodowego.

TJ – jesteśmy świadkami spolszczenie słowa prekariat, które do niedawna słyszało się tylko na Zachodzie. A zjawisko staje się ogromnym problemem także w Polsce.

MK – zjawisko istnieje w Polsce od dawna, właściwie od początku transformacji i można je określić jako stałą niepewność zatrudnienia. To są powszechne już w Polsce śmieciowe umowy o pracę, brak ochrony przez prawo pracy, często ogromny wyzysk, praca niewolnicza, o której tygodnik FiM też pisał, brak zapłaty za godziny nadliczbowe, nieopłacony ZUS, masowe bezpłatne staże, brak ubezpieczenia zdrowotnego i wypadkowego, samozatrudnienie zamiast umowy o pracę na czas nieokreślony, wreszcie duże bezrobocie nie tylko wśród młodych. Zresztą polskie bezrobocie zostało pomniejszone przez ogromną emigrację po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Można przyjąć, że ok. 3 mln Polaków wyemigrowało praktycznie na stałe. Trudno wręcz sobie wyobrazić co by było, gdyby nie ta emigracja w dodatku wspierająca rodziny w kraju …

TJ – jakie Twoim zdaniem są przyczyny i metody wyjścia z tego impasu ?

MK- wiesz dobrze, że problem jest systemowy. Nie mamy tu miejsca na jego omówienie. Można tylko stwierdzić, że jest to efekt odejścia od zasad państwa opiekuńczego, podatków silnie progresywnych, społeczeństwa w miarę egalitarnego na rzecz tak ukochanej przez Balcerowicza gospodarki neoliberalnej, przepaści dochodowych, lekceważenia popytu masowego jako elementu nakręcającego koniunkturę itd. No i lekceważenia niepokojów społecznych, których jesteśmy świadkami.

TJ – zajęłaś się ostatnio bezprawiem, którego ofiarami stali się polscy robotnicy na budowie elektrowni atomowej w miejscowości Flamanville we Francji.

MK – to jest ta ciemna strona pracy za granicą Polaków, którym się nie powiodło. Robotnicy w Flamanville pracują bez porządnych umów o pracę, bez ubezpieczenia, podpisywali papiery po angielsku, których nie rozumieli. Zostali zaangażowani w Polsce przez firmę z siedzibą na Cyprze (!), o której francuscy związkowcy mówią, że raczej zajmuje się handlem ludźmi. Pracują ciężko, bez należytego odpoczynku jako podwykonawcy podwykonawców. Gdy się pomyśli, że chodzi o elektrownię jądrową, to ciarki przechodzą po plecach. Bywali zwalniani nawet za pomocą SMS, pozbawiani zapłaty musieli wyjechać, co tym bardziej utrudniło im dochodzenie swoich praw. Tym niemniej uda się prawdopodobnie sporządzić pozew zbiorowy. To wymaga ogromnej pracy i pociąga za sobą koszty. Korzystamy z pomocy francuskich związków zawodowych.

Niestety nasze służby zagraniczne zupełnie nie są przygotowane do świadczenia pomocy Polakom w takich sytuacjach. Dochodzi do tragedii. We Francji prawie nie ma tygodnia bez samobójstwa Polaka, nieraz bardzo młodego.

TJ– przejdźmy jeszcze do problemu miejsca Polski w Unii Europejskiej i przyszłości Unii.

MK – myślę, że bez radykalnej zmiany myślenia w Unii Europejskiej, do stworzenia nowej koncepcji Unii socjalnej, nastawionej na zaspokajanie potrzeb ludzi, a nie rynków finansowych, nie da się kontynuować idei zjednoczenia. To jeszcze raz potwierdza, że mieli rację Francuzi odrzucając traktat konstytucyjny Unii w 2005 roku właśnie m.in. z powodu modelu gospodarki wg którego bogaci stają się coraz bogatsi a biedni coraz biedniejsi. Klasa średnia popada w biedę, przemysł europejski międzynarodowe koncerny przenoszą do krajów Azji. Europa przestaje się także liczyć politycznie. Ostatni kryzys jest najlepszym tego dowodem.

TJ – Podzielam Twoje poglądy. Życzę Ci gorąco, żebyś została posłanką.

Osoby głosujące 9 października w wielkiej Warszawie oraz w placówkach polskich na całym świecie bardzo zachęcam do głosowania na Monikę Karbowską i przekazanie tej prośby dalej swoim znajomym.

Teresa Jakubowska

DONIESIENIE O PODEJRZENIU POPEŁNIENIA PRZESTĘPSTWA SPRZEDAJNOŚCI – ART.228 PARAGRAF 5 KK PRZY TWORZENIU USTAWY O NASIENNICTWIE

Warszawa, dnia 12 września 2011

Prokurator GeneralnY
PAN ANDRZEJ SEREMET


Doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa sprzedajności – Art.228 paragraf 5 KK przy tworzeniu ustawy o nasiennictwie

Prawdopodobnie w ostatniej fazie powstawania ww ustawy – w niezwykłym tempie uchwalonej przez Sejm i Senat w lipcu br. i na szczęście zawetowanej w sierpniu 2011 przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego – wpisano do niej poniższe fragmenty:

„…Ilość materiału siewnego odmiany regionalnej roślin rolniczych, jaka może zostać wprowadzona do obrotu, będzie określana, w drodze decyzji, przez ministra właściwego do spraw rolnictwa. Maksymalna ilość materiału siewnego danej odmiany w przypadku rzepaku, jęczmienia, pszenicy, grochu, słonecznika, kukurydzy i ziemniaka wynosi 0,3 % materiału siewnego danego gatunku stosowanego rocznie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz odpowiednio 0,5 % dla pozostałych gatunków… Łączna ilość wprowadzonego do obrotu materiału siewnego odmian regionalnych roślin rolniczych nie może jednak przekroczyć 10%…”  

Ponieważ wejście w życie ww ograniczenia oznaczałoby likwidację upraw polskich odmian roślin rolniczych a więc likwidację polskiego rolnictwa i eksportu polskiej żywności tradycyjnej – ogromna szkodliwość takiego zapisu dla polskiej gospodarki i dla zdrowia ludności kraju – nie ulega wątpliwości. Nasuwa się podejrzenie działania korupcyjnego w interesie między-narodowej korporacji (Monsanto?) w celu wprowadzenia na terytorium Polski w miejsce odmian regionalnych – licencjonowanych przez tę lub podobną korporację odmian nasion modyfikowanych genetycznie (GMO). W świetle powyższego mój wniosek jest całkowicie uzasadniony.

Łączę wyrazy szacunku
Teresa Jakubowska

 Do wiadomości:

Prezydent RP Bronisław Komorowski
Premier Donald Tusk
Minister Rolnictwa Marek Sawicki
Sejmowa Komisja ds. Rolnictwa
Kluby poselskie
media

LICHWA W POLSCE MA SIĘ DOSKONALE

Już Tacyt powiedział, że im państwo bardziej chore, tym więcej ma ustaw i przepisów. To stwierdzenie pasuje jak ulał do Polski. Właśnie Kancelaria Prezydenta Komorowskiego ogłosiła triumfalnie, że Prezydent RP podpisał ponad 200 ustaw przez rok urzędowania. Czyste szaleństwo.

Mądrzy prawnicy twierdzą, że prawo jest, trzeba je tylko stosować a nie tworzyć nowe. Mamy ustawę zakazującą lichwy, a przecież mieliśmy już przedtem pojęcie niesłusznego wzbogacania się czy zasady współżycia społecznego. I co ? Ano nic. Możecie sobie obejrzeć świeżą tabelkę sporządzoną przez kancelarię komorniczą, która na podstawie nadanej przez sąd klauzuli wykonalności umowie pożyczki przedstawia stan zadłużenia poznańskiej nauczycielki emerytki, która pożyczyła 3600 zł. Już komornik zainkasował od niej 8.577,72 zł i wyliczył, że ma jeszcze do zapłaty 147.858,81 zł (na koniec czerwca, a dług ciągle rośnie). Mamy tu przykład obrzydliwej lichwy egzekwowanej przez komornika sądowego.

Okazuje się, że podobne przypadki opisane w prasie nie są aż tak wyjątkowe. Nasuwa się nieodparte wrażenie, że albo mamy do czynienia z korupcją, albo sędzia (?) nie umie liczyć procentów. Inaczej trudno wytłumaczyć nadanie klauzuli wykonalności (bez rozprawy, w postępowaniu niejawnym) umowie pożyczki tak jaskrawo niezgodnej z prawem.

Szkodliwość takich orzeczeń jest niewyobrażalna. Wpędzają one w nędzę osoby zwykle biedne, naiwne lub w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej, a więc takie, które w prawidłowo funkcjonujacym cywilizowanym państwie, powinny mieć oparcie w instytucjach publicznych. Jednocześnie niesłusznie wzbogacają one wierzycieli – oszustów i utwierdzają ich w przekonaniu całkowitej bezkarności.

Jakby tego było mało, emerytury nie są chronione przed zajęciami komorniczymi tak jak najniższe wynagrodzenie za pracę (z wyjątkiem alimentów). Nawet z najniższej emerytury komornik może zabrać np. 100 zł. Taka kwota nie zmniejsza długu, ona pokrywa tylko koszty komornika. I tak to może trwać latami.

60 000 DZIECI NIE CHODZI DO SZKOŁY

W Bangladeszu?  Nie, w państwie, które właśnie objęło prezydencję Unii Europejskiej, w Polsce.

To smutny przyczynek do Komentarza Naczelnego „Faktów i Mitów” o kapitale ludzkim, czyli o sprawie fundamentalnej – edukacji.  A tymczasem zaczynamy cofać  się do roku 1945, kiedy to niesłuszny reżim komunistyczny postawił sobie likwidację  analfabetyzmu za kluczowe zadanie cywilizacyjne.

Sprawa nie jest rozeznana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Liczby są niedokładne od 60 do 80.000 ? Być może część (jaka ?) dzieci wyjechała za granicę z rodzicami, którzy zapomnieli poinformować o tym szkołę ?  Niektóre pojawiają się co jakiś czas w szkole, żeby zjeść coś ciepłego. Przygnębia fakt, że los każdego dziecka nieobecnego w szkole, nie jest monitorowany.

Przyznaję, że nie mam pomysłu co zrobić z dziećmi poza szkołą – zjawiskiem rozproszonym po całej Polsce. W lwiej części są to dzieci niechciane, niekochane, jakby nikomu niepotrzebne, urodzone z powodu cynizmu politycznego „obrońców życia”. Przyczyna jest oczywista, tylko, że żadnego rządu od 20 lat nie interesuje radykalne rozwiązanie problemu. Rządzi kościół i powiększa obszary biedy i zacofania.

Tych nieszczęsnych istnień – zdaniem „obrońców życia” – jest ciągle jeszcze za mało. Trzeba, żeby jeszcze urodziły się ewidentne kaleki, których około 300 – 400 rocznie przyszłoby na świat gdyby nie oficjalne aborcje wykonywane w Polsce.  Jakoś niestety nie słychać, żeby „obrońcy życia” adoptowali dzieci zwłaszcza upośledzone. Za to jest kolejny projekt ustawy całkowicie zakazującej przerywania ciąży. W normalnym cywilizowanym państwie taki projekt zostałby ośmieszony. U nas jest on traktowany z powagą.  Perspektywa dołączenia Polski do najbardziej wstecznych państw, takich jak niektóre państwa islamskie, gdzie kobiety traktuje się w sposób barbarzyński, nie razi nawet polityków, o których myślałam, że mają trochę oleju w głowie.

Właśnie otrzymałam e-mail kobiety, która jest kaleką z ciągłymi strasznymi bólami, na które nie działają żadne leki. Nie mogę tu cytować opisu horroru jej egzystencji, obojętności otoczenia i służb państwa powołanych do pomocy. Przeklina dzień, w którym przyszła na świat. Opis swojej codziennej udręki wysłała posłom, żeby im uzmysłowić, że nie mają prawa powodować przychodzenia na świat ludzi upośledzonych. Tylko nieliczni raczyli słabo zareagować.

Projekt ustawy, która stawia życie płodu wyżej niż zdrowie i życie kobiety, jest nie tylko sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, ale – formalnie rzecz biorąc – z podpisaną przez Polskę Konwecją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowiącą podstawę orzekania Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.  Orzecznictwo Trybunału nie pozostawia tu żadnych wątpliwości. Wprawdzie art. 2 Konwencji  mówi: „Prawo człowieka do życia jest  chronione”, ale w lipcu 2004 Trybunał stwierdził, że nie można płodu traktować jako „osoby” z prawem do życia chronionym artykułem 2 ( sprawa Thi-Nho Vo przeciw Francji). Chodziło o pomyłkowe usunięcie ciąży u Wietnamki; francuski  lekarz pomylił dwie pacjentki o podobnych nazwiskach.

A w Polsce nawet teraz obowiązujące restrykcyjne prawo jest martwe, nagminnie nieprzestrzegane. Aktualnie Trybunał w Strasburgu rozpatruje chyba najbardziej drastyczny przypadek łamania prawa przez polskich lekarzy w stosunku do pacjentki, której z powodu ciąży odmówiono właściwego leczenia. Chodzi o gehennę 25-letniej Agaty, którą doprowadzono do śmierci, bo nie leczono wrzodziejącego zapalenia jelita grubego z obawy o płód i nie usunięto w porę ciąży. Od wczesnej wiosny do końca września 2004 w przychodniach i szpitalach w różnych miastach nie oszczędzono tej młodej kobiecie nie tylko strasznych cierpień ale nawet  poniżającego traktowania. Obumarły już płód usunięto miesiąc przed śmiercią kobiety, za późno na uratowanie jej życia. Polskie sądy nie dopatrzyły się winy  lekarzy. Po latach matka zmarłej zwróciła się do Trybunału w  Strasburgu.  Po raz kolejny Europa i świat dowie się ze zdumieniem jak w Polsce lekarze potrafią traktować kobiety. My podatnicy zapłacimy zadośćuczynienie, choć powinni być obciążeni wyłącznie znani z imienia i nazwiska lekarze, którzy doprowadzili młodą dziewczynę do śmierci, bo chcieli uchodzić za „obrońców życia”.

Zastanawia mnie do jakiego stopnia Polki – katoliczki są ogłupione. Chodzą do kościoła i potulnie słuchają o – wymyślonym przez hierarchów – projekcie ustawy, który poniża je jeszcze bardziej. Nie mają za grosz godności.

LUDZIE BEZDOMNI

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że niektóre samorządy znalazły stosunkowo tanie rozwiązanie problemu mieszkaniowego. Tanie ale katastrofalne!

Zarządy gmin kupują kontenery przeznaczone do tymczasowego używania przez ekipy budowlane, czasem przez powodzian czy pogorzelców.  W każdym razie w naszym klimacie nie nadają się one do stałego zamieszkania dla rodziny, która musi się myć, prać, gotować … Jedyne źródło ciepła to elektryczność stąd horrendalne rachunki do regulowania z góry, zimno, wilgoć i grzyb. Kontenery ustawia się na przedmieściach miast, przesiedla się do nich ludzi.  Kim są ci ludzie ? Przedstawiciele samorządów mówią, że to alkoholicy, rodziny patologiczne itd. W rzeczywistości są tam także zwykli biedni ludzie, samotne kobiety z dziećmi, emeryci. Ci, którzy tkwili latami w kolejkach po przydział mieszkania komunalnego, a także ci, którzy nie byli w stanie płacić  wysokiego czynszu w  kamienicach oddanych byłym właścicielom.  Teraz niemal całe dochody wydają na elektryczność, albo jej nie mają.

Katarzyna Czarnota – badająca problem – tak określa sąsiedztwo tych osiedli: ”Nieużytki, nasypy kolejowe, śmietniska, złomowiska. Tak jak śmieci traktuje się także ludzi, wyrzuca się ich z centrów, by nie zakłócali ich estetyki, nie razili biedą. Utrudnia to im dostęp do instytucji publicznych (szkoły, szpitale, urzędy, miejsca pracy) i sklepów z podstawowymi artykułami. Ograniczenie możliwości znalezienia pracy,  dłuższy czas i koszt komunikacji, utrudnione utrzymanie „domu” i opieka nad dziećmi pogłębia marginalizację”.  Dzieci stygmatyzowane miejscem zamieszkania wolą chodzić do odległych szkół co jeszcze bardziej utrudnia życie. Na domiar złego ludzie z kontenerów otoczeni są niechęcią okolicznych mieszkańców. Dochodzi do aktów wandalizmu z ich strony, co pogarsza jeszcze bardziej stan baraków. Żadne służby publiczne nie zajmują się stanem technicznym kontenerów.

Przyczyna – brak pieniędzy na budownictwo socjalne. Jakoś w czasie dyskusji o tym problemie nikomu nie przychodzi do głowy to, o czym czytamy w  „Faktach i Mitach”. Nawet najbiedniejsze samorządy hojnie oddają nieruchomości kościołowi i zawsze znajdują  pieniądze na luksusowe obiekty kościelne – oczywiście kosztem biedoty. Może chodzi o to, żeby ta biedota szybciej znalazła się w niebie ?